Warszawska scena sztuki wizualnej miała ostatnio okazję zaczerpnąć świeżego powietrza. A to za sprawą wystawy Tomka Kowalskiego w CSW. Ten młody, stosunkowo niedawno odkryty artysta, zaproponował widowni stolicy wystawę odmienną od trendów panujących w malarstwie.
Krytyka zna już tego artystę, został sklasyfikowany jako „malarz młodego pokolenia, zmęczony rzeczywistością”. Istotnie tak malarstwo jak i obiekty Kowalskiego są w większości surrealistyczne. Jednak tematyka i motywy jakie wykorzystuje czerpią garściami ze świata. Wielu krytyków opisuje tę cechę jako „obsceniczną teatralność”, ja wolę porównywać ją do perspektywy snu dziecka. Dziecka karmionego z jednej strony amerykańską popkulturą, z drugiej smutnymi polskimi bajkami doby PRL. Mieszanina fantastycznych, kolorowych zabawek ze smutnymi bohaterami i szarością nocy.
Wystawa poświęcona jest, przede wszystkim Kominiarzowi. Ciemnej postaci powtarzającej się cyklicznie w sztuce Tomka Kowalskiego, jak gdyby towarzyszył mu przy poszukiwaniu stylu, własnej drogi twórczej. Bo artysta z surrealistycznego, plakatowo-bajkowego malarstwa przeszedł do tworzenia równie surrealistycznych obiektów a nawet słuchowiska-centrum wystawy-, które przenosi nas w baśniowy, mroczny i niepokojący świat.
W ten sposób, bardzo prostym zabiegiem jakim jest słuchowisko, artyście udaje się przenieść zmanierowaną i przeintelektualizowaną klientelę CSW, w niebezpieczny lecz fantastyczny czas dzieciństwa. Swoisty oniryczny wehikuł, przynajmniej na mnie, zadziałał perfekcyjnie. Nadał też sens wystawie, która dla wielu skupionych tylko, na wizualnej części, może wydawać się tandetna i wtórna, bo w oczywisty sposób odwołująca się do umowności marzeń sennych, wyczerpanej już w czasach pierwszej awangardy.
Myślę jednak, że pewna umowność, teatralność tej twórczości jest jej siłą. Indywidualny styl okien na mini światy, bardzo skomplikowane w szczegółach, daje malarstwu Tomka Kowalskiego prostotę formalną, która w sferze niematerialnej okazuje się być niezwykle zajmującą.
Na koniec, chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na obiekty artysty. Są to latarnie, parawany, słupy plakatowe a czasem metalowe postaci, mieszczące się dzięki spłaszczeniu w dwu wymiarowej przestrzeni ilustrowanej bajki. Słowem cała menażeria teatralna, zaangażowana w spektakl dziecięcych skojarzeń.
Osobiście zachęcam czytelników aby poszli do CSW z otwartą głową. Pozbawieni oczekiwań sztuki współczesnej: pop artu, street artu czy ekspresjonizmu abstrakcyjnego. Spróbujcie zdążyć, warto!


